blog - joomla czy wordpress

Joomla czy WordPress? Który CMS wybrać do SEO?

Dla zdecydowanej większości firm lepszym wyborem będzie WordPress i mówi to ktoś, kto prowadzi kampanie SEO na obu systemach. Nie dlatego, że Joomla jest zła technicznie, bo nie jest. Powód jest bardziej przyziemny: łatwiej znaleźć wykonawcę, łatwiej naprawić błąd, łatwiej wdrożyć zmianę SEO od razu. Joomla broni się w wąskim, ale realnym zakresie: przy rozbudowanych strukturach treści, wielojęzyczności i drobiazgowej kontroli uprawnień.

Kluczowe informacje w skrócie

  • WordPress obsługuje około 42% wszystkich stron w sieci i blisko 60% rynku CMS-ów, Joomla mieści się dziś poniżej 1,5%.
  • Udział WordPressa spada od sześciu kwartałów, z 43,6% w połowie 2025 r. do mniej więcej 41,9% w 2026 r. To pierwszy trwały spadek od dwóch dekad, ale wciąż dziewięciokrotna przewaga nad drugim graczem.
  • W trzech projektach, które opisuję niżej, dwie strony na Joomli wymagały kilku miesięcy pracy strukturalnej przed pierwszymi wzrostami. Strona na WordPressie była łatwiejsza na start i zaczęła rosnąć po kilkunastu tygodniach.
  • Największym problemem Joomli w praktyce nie jest sam system, tylko stan, w jakim trafiają do agencji: przestarzała wersja, zdublowane aliasy i porzucone rozszerzenia.
  • W 2025 roku zgłoszono ponad 11 tysięcy podatności w ekosystemie WordPressa, o 42% więcej niż rok wcześniej. Prawie wszystkie dotyczyły wtyczek, nie rdzenia.

Dlaczego postanowiłem napisać ten artykuł?

Ten fragment nie jest o SEO. Jest o tym, jak wygląda ta praca od środka.

Kiedy zabieram się za nowy serwis, pierwsza godzina wygląda zawsze tak samo. Logowanie do panelu, sprawdzenie wersji systemu, lista wtyczek, data ostatniej aktualizacji. To trochę jak otwieranie maski w używanym samochodzie. Zanim jeszcze zajrzę do Search Console, już mniej więcej wiem, czy najbliższe trzy miesiące będą o pozycjonowaniu, czy o sprzątaniu.

Przy WordPressie ta pierwsza reakcja jest zwykle spokojna. Coś będzie do poprawy, na pewno, ale wiem gdzie szukać i wiem, czego nie ruszać. Przy Joomli przez lata miałem zupełnie inne odczucie, i nie chodziło o sam system. Chodziło o to, że jeśli klient przychodził z Joomlą, to niemal zawsze była to wersja stara, niezaktualizowana i zbudowana przez kogoś, kto konsekwentnie omijał dokumentację i podstawowe zasady SEO. Niestety, głównie mam takie przypadki…

Teraz, obecnie – nauczyłem się jej (tej Joomli). Dziś prowadzę na niej kampanie bez większego stresu. Ale droga do tego była kręta i to właśnie ona jest treścią tego tekstu.

Czym w praktyce różnią się Joomla i WordPress?

WordPress to system zarządzania treścią zbudowany wokół prostoty publikacji, który rozbudowuje się wtyczkami. Joomla to system zbudowany wokół struktury, który sporo funkcji ma wbudowanych w rdzeń.

Ta jedna różnica tłumaczy większość pozostałych.

W WordPressie masz wpisy i strony. Chcesz sklepu, dodajesz WooCommerce. Chcesz wielojęzyczności, dodajesz wtyczkę np. WPML albo Polylang. Chcesz przekierowań i uniknąć grzebania w pliku .htaccess, dodajesz wtyczkę. Początkowo rdzeń jest lekki, a odpowiedzialność za funkcje rozkłada się na zewnętrznych dostawców.

W Joomli masz artykuły, kategorie i moduły. Wielojęzyczność, uprawnienia użytkowników, przekierowania 301, ustawienia meta i wysyłka poczty przez SMTP siedzą w rdzeniu od razu. Nie musisz nic doinstalowywać, ale musisz zrozumieć, gdzie to jest i jak ze sobą współpracuje.

Dla właściciela firmy przekłada się to na proste pytanie: wolisz system, który da się szybko nauczyć i który zna każdy webmaster, czy system, który po nauczeniu daje większą kontrolę, ale zawęża listę osób gotowych przy nim pracować?

Ile stron działa dziś na WordPressie, a ile na Joomli?

WordPress odpowiada za mniej więcej 42% wszystkich stron internetowych i około 60% rynku systemów CMS. Joomla, która piętnaście lat temu była realną alternatywą, zeszła poniżej 1,5%.

Wykres kołowy udziału systemów CMS w internecie, WordPress 41,1%
Porównanie CMSów. Źródło grafiki: trends.builtwith.com/cms/traffic/Entire-Internet

Warto jednak spojrzeć na ten wykres uczciwie, bo w 2026 roku obraz przestał być jednoznaczny. Udział WordPressa spada szósty kwartał z rzędu: z 43,6% w połowie 2025 r. do około 41,9% w maju 2026 r. według W3Techs. Tempo spadku podwoiło się od grudnia 2025. Rośnie za to kategoria „brak wykrywalnego CMS-a”, czyli strony statyczne, generatory, rozwiązania headless i witryny składane narzędziami AI.

Joomla w tym samym czasie również traci, tylko wolniej i z dużo niższego pułapu. Projekt żyje, wydaje regularne aktualizacje (Joomla 6.0 w październiku 2025, 6.1 w kwietniu 2026, poprawki bezpieczeństwa raz na kilka tygodni) i ma aktywną społeczność. To nie jest martwy system, jak lubi się powtarzać na forach. To system niszowy, a to zupełnie inna sprawa.

Wniosek z praktyki

Dla właściciela strony ta różnica ma bardzo praktyczny wymiar. Nisza oznacza mniej dostępnych wykonawców, wyższe stawki za pilne poprawki i dłuższe szukanie kogoś, kto przejmie serwis, gdy dotychczasowa współpraca się skończy.

Trzy projekty, trzy różne historie

Zamiast teoretyzować, opiszę trzy serwisy, które prowadzę lub prowadziłem. Dwa na Joomli, jeden na WordPressie. Branże celowo trudne, bo w łatwych każdy CMS wygląda dobrze.

Case 1: Manufaktura mebli premium na Joomli

Klient to lokalna manufaktura, nie żaden moloch produkcyjny. Meble premium, branża zatłoczona i drogo licytowana. Do tego Warszawa i okolice.

Serwis trafił do mnie po migracji i zmianie szaty graficznej, którą ktoś przeprowadził bez udziału SEO-wca. To zdanie brzmi niewinnie, a oznacza mniej więcej tyle, że ktoś przemeblował dom, nie mówiąc mieszkańcom, gdzie przeniósł drzwi.

Im głębiej wchodziłem w parametry Joomli, tym gorzej to wyglądało. Największą pułapką okazała się zdublowana struktura menu dla wersji desktopowej i mobilnej. Joomla działa tak, że każdy artykuł ma swój alias, czyli przyjazny adres. Jeżeli chcemy aby dana pozycja była widoczna w menu, musimy dodać ponownie taką pozycje z tym że Joomla generuje dla tej pozycji nowy alias.

Jeśli źle to ustawimy, tak jak to było w tym przypadku – to artykuł (czyli nasza podstrona) była pod adresem /oferta/, a pozycja w menu mobilnym to była /oferta-m/. Efekt jest taki, że Google widzi dwie strony z tą samą treścią i musi zdecydować, którą pokazać. Zwykle wybiera gorzej. Rozwiązaniem było odpowiednie ustawienie aliasów oraz to, aby menu mobilne generowało się za pomocą buildera Yootheme. Pozostało już tylko ustawić odpowiednie przekierowania.

Zduplikowana pozycja w menu, generująca drugi adres dla wersji desktopowej oferta-2
Zduplikowana pozycja w menu, generująca drugi adres dla wersji mobilnej oferta-m

Do tego doszły wpisy blogowe pisane przez AI bez redakcji i bez sprawdzenia. Ktoś kopiował treść bezpośrednio z okna czatu do elementu HTML w CMS-ie, przez co w kodzie zostały atrybuty w rodzaju data-path-to-node="7" czy data-path-to-node="11". To ślady po interfejsie modelu, kompletnie bezużyteczne, ale siedzące w kodzie każdej podstrony. WordPress w przypadku wpisów blogowych radzi sobie z tym doskonale i przy wklejaniu czyści takie znaczniki, zostawiając czysty blok tekstowy. Testowałem to wielokrotnie. Joomla po prostu przyjmuje to, co dostanie.

Część podstron zrobiono customowo, wklejając kod HTML choć na pokładzie był Yootheme. Do dziś nie wiem dlaczego…

Sprzątania było sporo: duplikacja treści, dziesiątki przekierowań 301, sterta błędów 404 i mnóstwo błędów w linkowaniu wewnętrznym. Odbudowa fundamentów zajęła kilka miesięcy, a na wyniki zadowalające dla klienta czekaliśmy około pół roku.

Wykres TOP50 fraz z widocznym gwałtownym spadkiem przy migracji serwisu

Były też plusy, i to konkretne. Wersja Joomli była niemal aktualna jak na tamte czasy (Joomla 5.3.0, a obecnie wersja 5.4.8), a serwis stał na Yootheme, który znałem z WordPressa. Aktualizacje przechodziły pewnie i stabilnie. Dziś ten serwis idzie stale w górę i gruntuje sobie pozycję ważnego gracza na rynku lokalnym.

Case 2: Pracownia projektowa i architektoniczna na Joomli

Ten przypadek skończył się inaczej i warto o tym powiedzieć wprost.

Branża projektowa jest zasypana agregatorami projektów i zleceniobiorców, więc walka o widoczność jest tu równie trudna jak w przypadku mebli. Serwis zastałem na starej, niezaktualizowanej Joomli 3.9.25, z bilderem SP Page Builder – Pages na pokładzie. Tutaj również brakowało odpowiedniej struktury, ustawień SEO i treści.

Niestety dziurawa, nieaktualizowana instalacja skończyła się dokładnie tak, jak można było przewidzieć. Serwis został zaatakowany i podmieniony.

Podmieniona strona główna z komunikatem grupy CoupDeGrace
Efekt zaniedbanych aktualizacji. Tak wyglądała strona firmowa po ataku typu defacement. Jak się okazało problem był globalny.

Nakład pracy na starcie był podobny jak w przypadku pierwszym, tylko na toporniejszej wersji systemu. Efekty finalnie nie są najlepsze obecnie. Po wielu rozmowach z klientem podjęliśmy decyzję o budowie nowej strony, tym razem na WordPressie, z modułem WooCommerce pod sprzedaż projektów. Obecnie sprzedaż działa na subdomenie, na czymś w rodzaju prowizorycznego sklepu, przez co ta sama oferta była na głównej domenie i powoduje duplikacje treści.

Na efekty trzeba będzie poczekać. Różnica polega na tym, że tym razem SEO-wiec jest na pokładzie od pierwszego dnia projektowania, a nie wzywany po fakcie do gaszenia pożaru.

To jest właściwie cała lekcja z tego case’u i dotyczy każdego CMS-a tak samo.

Case 3: Usługi dronowe na WordPressie

Żeby nie było, że Joomla dostaje po głowie bez rewanżu, przykład z drugiej strony.

Klient z branży dronowej zbudował stronę sam i zna ją od podszewki. WordPress, Elementor, motyw Hello Elementor. Ładna, sprawna witryna, wcześniej pod opieką SEO znanej dużej agencji. Do poprawy było sporo, ale głównie po stronie treści, metadanych i przekierowań, a nie fundamentów.

Start wyglądał zupełnie inaczej niż w obu poprzednich przypadkach. Sprawna aktualizacja, wyczyszczenie zbędnych wtyczek, szybkie wdrożenie treści i nowego szablonu ofertowego. Znajomość systemu pozwoliła robić kilka rzeczy równolegle zamiast po kolei. SEO zrobiło się tu ładnie i szybko.

Aktualnie po 7 miesiącach współpracy mamy topki na kluczowe frazy w skali całej Polski i na wielu lokalnych landingach.

Odbicie po spadkach w TOP10 fraz

Wady też są i nie są drobne. Elementor jest ciężki. Do tego wiele podstron ma efekty wizualne, które dodatkowo obciążają stronę, a oferta opiera się na dużej liczbie grafik, bo w tej branży portfolio jest najlepszym argumentem sprzedażowym. Bez kolejnej wtyczki do optymalizacji zdjęć byłoby ciężko, więc lista rozszerzeń znowu rośnie.

Do zrobienia zostaje prędkość strony, uporządkowanie wtyczek i dalsze ugruntowanie pozycji, obecnie także w odpowiedziach generowanych przez modele AI.

Co z tych trzech projektów wynika dla SEO?

Wzorzec jest dość konsekwentny. Na WordPressie od razu pracuję nad treścią i strukturą, a na Joomli na start nad porządkowaniem struktury, menu, aktualizacje… i dopiero treści.

To nie jest wada Joomli jako systemu. To konsekwencja tego, kto i jak te strony budował. Ale dla firmy płacącej za pozycjonowanie różnica jest bardzo namacalna, bo praca strukturalna nie generuje wzrostów przez pierwsze miesiące. Ona tylko usuwa hamulce…

Kilka konkretów, które w Joomli powtarzają się najczęściej

  • Aliasy i podwójne adresy. Opisany wyżej mechanizm menu potrafi wygenerować drugą wersję każdej ważnej podstrony. W audycie, w site strony widać to natychmiast, a w Google widać to jako rozjechane pozycje.
  • Brak wizualnego narzędzia SEO. Joomla ma wbudowaną sekcję ustawień meta, więc wtyczka nie jest konieczna. To realna zaleta, bo nie zależysz od zewnętrznego dostawcy. Minusem jest to, że dostęp do tych ustawień nie jest tak prosty i wizualny jak w Yoast czy Rank Math. Osobie nietechnicznej trudniej samodzielnie poprawić tytuł podstrony, który jak się przekonałem potrafi być w 2-3 miejscach.
  • Zaniedbane aktualizacje. Joomla wymaga świadomej decyzji o aktualizacji, zazwyczaj widzę że mało kto robi to automatycznie lub świadomie. Przy WordPressie zaniedbanie też się zdarza, ale ekosystem częściej wyręcza właściciela. Ostatnie przypadki automatycznej aktualizacji WordPressa na wersje, które rzekomo mają nas bardziej chronić przed atakami.

Po stronie WordPressa najczęstsze problemy wyglądają inaczej i są bardziej przewidywalne: rozrośnięta lista wtyczek, ciężki page builder, nieoptymalizowane grafiki i motyw, który dokłada do każdej strony pół megabajta niepotrzebnego CSS-a. Uciążliwe, ale naprawialne bez przebudowy struktury serwisu.

Który CMS jest bezpieczniejszy?

Odpowiedź zależy od tego, czy pytasz o statystykę, czy o ryzyko dla konkretnej strony.

Statystycznie WordPress obrywa nieporównywalnie częściej. W 2025 roku zgłoszono ponad 11 tysięcy podatności w jego ekosystemie, o 42% więcej niż rok wcześniej. Zdecydowana większość dotyczyła wtyczek, nie rdzenia. Raporty Sucuri konsekwentnie pokazują, że ponad 90% zainfekowanych stron CMS to WordPress. Trudno się dziwić przy czterdziestu procentach rynku.

Joomla notuje mniej incydentów, ale nie jest bezpieczną przystanią. Czerwiec 2026 był dla niej wyjątkowo nieprzyjemny, bo w ciągu kilku tygodni załatano serię krytycznych podatności. Do tego dochodzi zjawisko, o którym rzadko się mówi: część analiz wskazuje, że witryny Joomla mają wyższy wskaźnik włamań w stosunku do swojego udziału w rynku niż WordPress. Powód jest banalny. Ktoś kto nie aktualizuje systemu, zostaje zaatakowany. Co często jest nawet nie widoczne, ukryte w kodzie.

Dlaczego strony WordPress naprawdę przestają być bezpieczne?

W praktyce najczęściej widzę tę samą przyczynę po obu stronach: brak właściciela procesu. Nie brak wtyczki bezpieczeństwa, tylko brak osoby, która raz w miesiącu sprawdza, czy jest co aktualizować.

Joomla vs WordPress: porównanie dla właściciela strony

Tabela poniżej pomija rzeczy, które w codziennej pracy nie robią różnicy, i skupia się na tym, co realnie odczujesz.

Dla kogo Joomla, a dla kogo WordPress?

Wybierz WordPressa, jeśli prowadzisz firmę usługową, sklep, blog albo serwis contentowy, chcesz samodzielnie dodawać treści i zależy Ci na tym, by w razie potrzeby łatwo zmienić wykonawcę. To domyślna, bezpieczna odpowiedź dla jakichś dziewięciu na dziesięć firm w Polsce.

Rozważ Joomlę, jeśli budujesz portal z wieloma poziomami dostępu, serwis instytucjonalny, uczelniany albo wielojęzyczny w kilku wariantach jednocześnie, a w zespole masz kogoś, kto już ją zna. Wbudowane ACL i wielojęzyczność potrafią tu zaoszczędzić realne pieniądze i sporo problemów z kompatybilnością wtyczek.

Nie migruj z Joomli na WordPressa tylko dlatego, że przeczytałeś ten artykuł. Jeśli Twoja Joomla jest aktualna, ma czystą strukturę i przynosi ruch, migracja to koszt, ryzyko i kilka miesięcy niestabilności bez gwarantowanego zysku. Migracja ma sens wtedy, gdy system blokuje rozwój, tak jak w case’ie drugim.

Doradztwo technologiczne

Nie wiesz, co wybrać: Joomla, WordPress czy inne rozwiązanie?

Dobór odpowiedniego systemu CMS wpływa na bezpieczeństwo, łatwość edycji oraz skalowalność Twojego serwisu. Skontaktuj się z naszą agencją Webiti – przeanalizujemy Twoje potrzeby i pomożemy dobrać technologię idealnie dopasowaną do celów Twojego biznesu.

Jak rozmawiać z webmasterem, żeby nie wyjść na tym źle?

To fragment, którego zwykle brakuje w porównaniach CMS-ów, a jest ważniejszy niż sam wybór systemu. Poniżej pytania, które warto zadać, zanim ktokolwiek zacznie kodować.

„Kto będzie odpowiadał za aktualizacje po oddaniu strony?” Jeśli odpowiedź brzmi „no, Pan sobie kliknie”, to znaczy, że nikt. Ustal to na piśmie razem z częstotliwością.

„Czy przy migracji przygotujecie mapę przekierowań 301?” Przekierowanie 301 to informacja dla Google, że stary adres przeprowadził się pod nowy. Bez tego tracisz pozycje wypracowane latami. To dokładnie ten błąd, który sprzątałem w case’ie pierwszym.

„Czy w projekcie bierze udział ktoś od SEO?” Nie po fakcie. Na etapie ustalania struktury menu i adresów. Godzina, dwie konsultacji na starcie oszczędza pół roku odbudowy.

„Ile wtyczek będzie miała ta strona i po co każda z nich?” Zdrowy serwis firmowy na WordPressie mieści się zwykle w 10 do 20 rozszerzeniach. Trzydzieści to sygnał ostrzegawczy, choć nie wyrok.

„Czy dostanę dostęp administracyjny i dane z hostingu?” Brzmi oczywisto, a bywa problemem przy zmianie wykonawcy. Domena, hosting i panel powinny być na Ciebie, nie na agencję. To samo tyczy się profilu firmy w Google. Ostatnio przeprowadzałem batalię z byłą agencją i supportem Google, aby właścicielka wizytówki mogła odzyskać dostęp do swojego profilu. Na szczęście po kilku tygodniach się udało. Nam wystarczy dostęp menadżera. Może i o tym napiszę w kolejnym wpisie.

Do tego jedna prośba z mojej strony jako SEO-wca: nie wklejaj treści z czatu AI prosto do edytora HTML. WordPress w przypadku wpisów to wyczyści (w edytorach blokowych nie), Joomla też nie, a Ty zostaniesz z kodem, którego nikt nie zauważy przez lata.

Dlaczego ja i tak wybieram WordPressa?

Obiektywnie oba systemy potrafią rankować. Widziałem dobrze poukładane Joomle wyprzedzające zaniedbane WordPressy i odwrotnie. Google nie ma preferencji co do silnika, ma preferencje co do tego, co silnik wypluwa.

Ale gdybym miał wybrać jeden, wybieram WordPressa. Mimo ataków, mimo obciążenia, mimo spadającego udziału w rynku i mimo tego, że ekosystem wtyczek generuje kilkanaście tysięcy podatności rocznie.

Powód jest prosty i nie ma nic wspólnego z technologią. Przy WordPressie mam więcej narzędzi do naprawiania błędów niż okazji do ich popełniania. Gdy coś się psuje, w ciągu godziny znajduję rozwiązanie, wykonawcę albo gotową wtyczkę. Przy Joomli zdarza mi się spędzić ten czas na czytaniu dokumentacji sprzed czterech lat. Nie ma co ukrywać, ratunkiem okazało się Gemini i chatGPT, które dosyć sprawnie mi podpowiadało krok po kroku co zrobić, gdzie coś znaleźć, gdzie może być taka funkcja ukryta, której potrzebuje.

Najczęściej zadawane pytania

Czy zatem Joomla jest martwym projektem?

Nie. Joomla 6.0 ukazała się w październiku 2025 r., wersja 6.1 w kwietniu 2026 r., a poprawki bezpieczeństwa wychodzą regularnie co kilka tygodni. Projekt jest jednak niszowy, co przekłada się na mniejszą liczbę dostępnych wykonawców i rozszerzeń, a nie na brak rozwoju.

Który CMS jest lepszy pod kątem SEO?

Oba pozwalają osiągnąć te same wyniki, bo Google ocenia treść i strukturę, a nie silnik. WordPress daje wygodniejsze narzędzia (Yoast, Rank Math) i szybsze wdrożenia, Joomla oferuje ustawienia meta i przekierowania wbudowane w rdzeń. W praktyce o wyniku decyduje jakość wykonania, nie wybór platformy.

Czy warto migrować z Joomli na WordPressa?

Warto tylko wtedy, gdy obecny system realnie blokuje rozwój: nie da się dodać potrzebnej funkcji, motyw nie jest już wspierany albo serwis padł ofiarą ataku. Sama migracja to kilka miesięcy niestabilności w wynikach, więc musi mieć konkretne uzasadnienie biznesowe, a nie tylko modę.

Ile trwa naprawa zaniedbanej strony przed rozpoczęciem pozycjonowania?

W moich projektach na Joomli odbudowa fundamentów zajmowała od trzech do sześciu miesięcy, zanim pojawiły się pierwsze zauważalne wzrosty. Przy poprawnie zbudowanym WordPressie pierwsze efekty widać zwykle po kilku tygodniach, bo praca zaczyna się od treści, a nie od struktury.

Co zrobić, gdy strona firmowa została zhakowana?

Odetnij dostęp publiczny, przywróć kopię zapasową sprzed infekcji, zaktualizuj system oraz wszystkie rozszerzenia, zmień wszystkie hasła i dopiero potem przywracaj stronę online. Następnie zgłoś ją do ponownego sprawdzenia w Google Search Console, bo bez tego ostrzeżenie o niebezpiecznej witrynie potrafi wisieć tygodniami.

Czy Elementor szkodzi SEO?

Sam w sobie nie, ale generuje więcej kodu niż lżejsze rozwiązania i przy stronach naszpikowanych efektami wizualnymi realnie obniża wyniki Core Web Vitals. Da się to opanować cacheem, optymalizacją grafik i ograniczeniem animacji, tylko trzeba to zaplanować, a nie odkrywać po roku.

Który CMS wybrać do sklepu internetowego?

Dla większości firm WooCommerce na WordPressie, bo to standard rynkowy z największym wyborem integracji i wykonawców. Joomla ma HikaShop, VirtueMart czy Phoca Cart, ale przy poważnym e-commerce częściej sensowniejsze będą platformy dedykowane, jak Shoper, IdoSell czy Shopify.

Pozycjonowanie stron B2B

Zbuduj stabilną widoczność i pozyskuj wartościowe kontrakty

Szukasz stałego źródła klientów biznesowych w wyszukiwarce Google? W Webiti projektujemy strategie SEO skoncentrowane na widoczności i frazach o wysokiej intencji zakupowej oraz realnym wpływie na proces decyzyjny Twoich kontrahentów i klientów.

Ocena

Średnia ocena: 5 / 5. Liczba ocen: 5

Autor

Poprawimy Twoje SEO i wskażemy błędy

Podobne artykuły
Scroll to Top

Poleć klienta na SEO/GEO

Sprawdźmy, jak widzi Cię Google i AI